Ślad węglowy kina
Natural disasters films to inaczej zaangażowane ekologiczne wypowiedzi, a nie tylko efektowne spektakle zniszczenia w filmie. Za tym terminem, rzadko jednak stoi autorefleksja na temat wpływu kultury filmowej na środowisko. Antropogeniczny charakter zmian środowiskowych jest oczywisty i obecnie często wizualizuje się w kinie za pomocą obrazów pożarów, umierających z głodu zwierząt, czy wyciętych połaci lasów deszczowych w tzw. Wielkiej Pacyficznej Plamy Śmierci.
Kino podejmuje temat zmian klimatycznych coraz częściej, chociażby za sprawą Jeffa Orlowskiego Ścigając arktyczny lód (2012)i Ścigając koralowce (2017). Autor ukazuje katalog rozmaitych strategii obrazowania katastrofy: od wyboru atrakcyjnego „bohatera” po dramatyczną narrację. Jednocześnie zagadnienie śladu węglowego pokazuje, jak trudno przedstawić ten problem w sposób zrozumiały i oddziałujący na zbiorową świadomość. Jest on bowiem swoistym wskaźnikiem presji wywieranej przez człowieka na środowisko, którego przełożenie na język filmu pozostaje wyzwaniem.
Sean Cubitt, jeden z najważniejszych badaczy ekomediów podał zakres odpowiedzi filmoznawstwa[1] : „Wyzwaniem ekokrytycyzmu jest nie tylko rozpoznanie i wyjaśnienie filmów ekologicznych, czy analiza dosłownie wprowadzonych tematów ekologicznych, które pojawiają się w kulturze filmowej. Ekokrytycyzm musi być sytuowany poza oczywistymi ekotematami – jego narzędzia powinny zostać wykorzystane także do wyjaśnienia braku zagadnień środowiskowych.” [2] Myśląc o ekokinie zwykle widzimy w wyobraźni formy przedstawiania przyrody z krzywdzącym antropomorficznym kontekstem lub edukacyjną funkcję, jaką kino może pełnić. Rzadziej jednak przyglądamy się szkodom, które są generowane przez przemysł filmowy, zarówno poprzez produkcję treści, jak i nasze sposoby odbioru.
Powyższe wybrzmiało z ust Ricky’ego Gervais’a podczas gali Złotych Globów, kiedy aktor zarzucił kolegom po fachu hipokryzję, polegającą na tym, że walcząc o dobre role, ignorują to skąd i od kogo pochodzą. Ponadto, Joaquin Phoenix wytknął gwiazdom ubiór w drogie stroje, podczas gdy sam był ubrany w znoszony garnitur. Dodatkowo wskazał, że osoby które, przybyły na gale, często dotarły prywatnymi jetami, co stanowi uosobienie tzw. carbon-intensive lifestyle. Być może jest to kropla w morzu zmian, jednak ważne jest to, że w ogóle już pojawiają się takie hasła, zwłaszcza wśród liderów opinii danego środowiska.
Adrian Ivakhiv zaproponował „ekosystemowy” model analizy kina, w którym wyróżnił trzy „ekologie”: materialną, społeczną oraz mentalną/percepcyjną. [3] Pierwsza ekologia materialna obejmuje cały cykl produkcyjny, włączając w to wytwarzanie plastiku czy stopów metali wchodzących w skład kamer, lamp i telewizorów oraz ich utylizację. Ekologia społeczna dotyczy natomiast generowanych przez film znaczeń, ale także obiegów, w których ma to miejsce. Trzeci poziom, czyli ekologia mentalna spaja dwa wcześniej wymienione poziomy, podkreślając, że to człowiek w konkretny sposób interpretuje świat i swoje w nim miejsce. To codzienny, egzystencjalny poziom kreowania świata i nadawania mu sensów. Kino jest nie tylko rozrywką, lecz także ważnym językiem kultury, warto zatem pamiętać o tym, aby tworzyć znaczenia wartości środowiska dla wszystkich istot żyjących.
[1] Marta Stańczyk „Ślad węglowy kina” Ekrany nr 2/2020: 14
[2] Cubitt S., Toxic Media: On the Ecological Impact of Cinema, [w:] A. Narine (red.), EcoTrauma Cinema, Routledge, 2015.
[3] Marta Stańczyk „Ślad węglowy kina” Ekrany nr 2/2020: 14
